Monthly Archives: Marzec 2014

O Tatrach i TOPR z Eweliną Zwijacz-Kozicą czyli poznaj Zakopianki

Zwykły wpis

W ramach swojej działalności dla ukochanego ZakopanePortal.pl przeprowadziłam wywiad ze wspaniałą kobietą. Pozwolę sobie podzielić się nim z Wami także tu, u mnie nieco prywatniej, w moim folkowym świecie, w którym ta taterniczka również zostawiła swój mały ślad. Zapraszam.

 

Wiesz co się dzieje, gdy zamiast marzyć zarzucasz na plecy armię nowych wyzwań, obowiązków, wymagań i ruszasz w drogę?
Stajesz się wtedy tym, kim inni tylko pragną być – spełnionym człowiekiem.

Kobieta, która nie zastanawiała się jak żyć by czuć się dobrze, lecz zwyczajnie zaczęła robić to, co kocha najprawdziwiej i trwale. Ewelina Zwijacz-Kozica, czyli góralka, która rzuciła świat prowadzący nudną ścieżką monotonii i zamieniła go na ten, który daje jej radość na szlaku i poza nim, a przy okazji przełamała bariery sugerujące, że Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe nie jest miejscem dla kobiet.

Dla ZakopanePortal.pl Pani Ewelina na każde pytanie odpowiada z pasją, zaangażowaniem i pełną świadomością.

ZakopanePortal.pl: Od ponad trzydziestu lat w szeregach TOPR nie było kobiety, więc wydawać by się mogło, że droga jaką musiała przejść kandydatka na ratowniczkę musiała być ciężka ze względu na ogrom pojawiających się stereotypów. Czy to prawda?

Ewelina Zwijacz-Kozica: Składając papiery do TOPR w ogóle nie myślałam o tym, że przełamuję jakieś stereotypy. Kierowałam się tym, że chcę zostać ratowniczką i tak jak moi koledzy – pomagać ludziom w górach. Tak jest do dziś. Staram się w ogóle nie brać pod uwagę tego, co mówią inni i jakie argumenty podają „przeciw”. Wiem jaka jestem i na co mnie stać, a to jest dla mnie najważniejsze. Staram się nie osiadać na laurach, szkolę się, sporo trenuję żeby być jak najmocniejsza i w dobrej formie i to jest dla mnie priorytet w działaniu. Gadanie innych mnie nigdy nie zniechęcało, wręcz przeciwnie.. Poza tym jak nie spróbujesz to się nie przekonasz, ja spróbowałam i.. okazało się że daję radę.

ZP: Czy może Pani opowiedzieć o jakiejś trudnej i niebezpiecznej akcji,  w której brała Pani udział?

EZ-K: Najtrudniejsze i najniebezpieczniejsze są wypadki lawinowe i właśnie taka wyprawa najbardziej wbiła mi się w pamięć, gdyż po pierwsze była to moja pierwsza wyprawa, w której brałam udział, a po drugie bezpośrednio przy zdarzeniu był mój ojciec, który jednej z zasypanych osób uratował życie. Nie wiedziałam gdzie jest i czy jest bezpieczny.. dużo emocji. Drugą taką wyprawą była ostatnia wyprawa poszukiwawcza młodego chłopca z Zakopanego, który niestety w bardzo młodym wieku stracił życie..

ZP: Czy spodziewała się Pani takiego szumu medialnego, który wytworzył się wokół Pani osoby, gdy zaczęła się Pani ubiegać się o przyjęcie do TOPR?

EZ-K: Byłam bardzo zaskoczona i choć podejrzewałam, że ten fakt spotka się z jakimś zainteresowaniem, to wszystko co się wydarzyło przerosło moje najśmielsze wyobrażenia.

Obrazek

 

ZP:  Czy pojawiła się w Pani karierze chociaż chwila zwątpienia w swoje siły i przeświadczenie, że praca w TOPR jest ponad Pani możliwości?

EZ-K: Nie. Decydując się na złożenie papierów do TOPR wiedziałam jaki to jest rodzaj działalności oraz jakie wymagania stawiane są ratownikowi. W momencie kiedy zdecydowałam się to zrobić uznałam, że moje umiejętności i siła fizyczna jest na tyle dobra, że mogę spróbować. Oczywiście aby się przekonać czy dana osoba nadaje się do tego żeby zostać ratownikiem służy staż kandydacki. Jeśli na nim doszłabym do wniosku, że się nie nadaję, że ratownictwo jest dla mnie zbyt ciężkie – odpuściłabym. Ale tak się nie okazało.

ZP: Co osobiście daje Pani praca w Tatrzańskim Ochotniczym Pogotowiu Ratunkowym?

EZ-K: Olbrzymią satysfakcję jak uda się komuś pomóc. Przynależność do stowarzyszenia jakim jest TOPR jest dla mnie wyróżnieniem. Poza tym dzięki temu, że jestem ratowniczką i mam możliwość uczestniczyć w rozmaitych szkoleniach, mogę sama (jak i moi klienci) czuć się znacznie bezpieczniej w górach.

ZP: Droga w górach nie staje się łagodniejsza, gdy zmierza nią kobieta.  Skąd więc w Pani tyle zawzięcia i determinacji, by mimo fizycznej przewagi mężczyzn działać w tym kierunku i iść z nimi ramię w ramię?

EZ-K: Nie wiem Prawdę mówiąc w ogóle o tym nie myślałam, stało się i tyle. Chodzę po górach od dłuższego czasu, są one tym, co w życiu uwielbiam najbardziej. Pracując tyle lat w TOPR w administracji, przebywając wśród ratowników, w pewnym momencie mojego życia stwierdziłam, że też bym chciała zostać ratowniczką.. Nie zastanawiałam się wówczas nad tym czy jestem silniejsza czy słabsza fizycznie od mężczyzn. Po prostu chciałam być ratowniczką i tak jak moi koledzy, pomagać ludziom w górach. Szum medialny i nie tylko, jaki zrobił się w pewnym momencie wokół mojej osoby oraz nieustanne doszukiwanie się argumentów przeciwko którym kobieta nie może zostać ratowniczką spowodowało, że zaczęłam o tym myśleć. Na szczęście tak jak sobie założyłam – dałam radę. Oczywiście pomogła mi moja zawziętość i determinacja, włożyłam w to mnóstwo pracy, ale było warto. Poza tym dzięki temu czuję się coraz lepiej wyszkolona, dzięki czemu mogę poza działalnością ratowniczą bezpiecznie prowadzić ludzi w góry.

ZP: Działa Pani na tak wielu płaszczyznach, bo obok pracy robi też Pani mnóstwo innych rzeczy, co więc skłoniło Panią do prowadzenia działalności przewodnickiej, o której możemy poczytać na Zakopianki.pl?

EZ-K: Fakt, działam na wielu płaszczyznach, ale wszystkie są ukierunkowane na góry. Zrezygnowałam w styczniu z pracy biurowej w TOPR gdyż postanowiłam podporządkować swoje życie górom, z których czerpię masę radości i które dają mi poczucie wolności oraz tym wszystkim dzielić się z osobami, które mają ochotę spróbować swoich sił w Tatrach, dać im energię do życia w dniu codziennym, bo góry właśnie taką energię dają.

ZP: Czy może Pani opowiedzieć coś więcej o Zakopianki Sport & Folk?

EZ-K: Ideą powstania tej inicjatywy było pokazanie turystom Tatr i miasta, które osobiście kocham z zupełnie innej strony niż ta promowana na Krupówkach. Chciałam pokazać Zakopane ze swojej perspektywy, wolnej od zatłoczonych dolin i wszechobecnych bibelotów sprzedawanych w centrum miasta. Prawdziwe Zakopane i prawdziwa góralszczyzna obecnie nie znajduje się na Krupówkach. Chciałam, aby turyści zobaczyli nasz region i zrozumieli, że mamy coś więcej. Ponadto ludzie, którzy przyjeżdżają w Tatry są często zupełnie nieprzygotowani, większość z nich nie ma pojęcia ani wiedzy o tym, jak wyglądają góry i że poza tym że są piękne, niosą za sobą także niebezpieczeństwa. Chce także pokazać innym, że Tatry dają ogromne możliwości i każdy znajdzie w nich coś dla siebie, bez względu na to czy jest się początkującym czy zaawansowanym turystą, bez względu na to czy chce się zdobywać wysokie szczyty czy też podziwiać tatrzańską przyrodę.

Obrazek

ZP: Czy to, że Zakopianki Sport & Folk tworzą dwie młode kobiety ma jakiś wpływ na to jacy klienci korzystają z usług przewodnickich – a konkretnie czy mężczyźni nie boją się uczyć gór i narciarstwa od kobiet?

EZ-K: Nie, nie ma to żadnego wpływu. Choć oczywiście po tym, jak udało mi się dostać w szeregi TOPR więcej kobiet czerpie z mojego sukcesu aspiracje dla siebie i to jest super. Nagle stałam się motywacją do działania wielu kobiet. Jestem tym zaskoczona, nie sądziłam że tak się stanie, że będę czyjąś inspiracją. Chętnie motywuje kobiety do tego żeby nie bały się rozwijać i aby realizowały swoje cele.

Mężczyźni, póki co także nie mają problemu z tym, aby kobieta wyprowadzała ich na jakiś szczyt. Wydaję mi się, że to żadna różnica jeżeli posiada się umiejętności. – pointuje uśmiechem.

ZP: Zdradzi Pani jak reagują turyści, gdy z pomocą przychodzi kobieta ratowniczka, a nie mężczyzna?

EZ-K: Oczywiście nasłuchałam się wielu różnych, przeróżnych opinii o tym, że kobieta jest za słaba żeby znosić ciężką osobę z gór i że woleliby silnego mężczyznę, ale póki co daję sobie radę i sądzę, że jeszcze długi czas tak pozostanie.

ZP: Czy ma Pani w swoim bagażu zawodowych doświadczeń taką chwilę, którą wspomina Pani najcieplej?

EZ-K: Pewnie. Ostatni rok jest dla mnie rokiem sukcesów zawodowych. Udało mi się zdać egzamin przewodnicki, który jest niezwykle trudny – było to dla mnie bardzo ważne. Udało mi się też z powodzeniem ukończyć kurs instruktora wspinania sportowego, a także oczywiście zdałam wszystkie egzaminy, ukończyłam staż kandydacki i jesienią zeszłego roku zostałam ratownikiem TOPR .To wszystko otworzyło mi drogę do nowego etapu, założenia Zakopianek i życia z tego co sprawia mi największą radość – GÓR!

ZP: Dziękujemy za rozmowę i podzielenie się z nami pasją i miłością do Tatr.

ezktatry

Z takimi ratownikami i przewodnikami jak Ewelina Zwijacz-Kozica nie sposób bać się gór! Z pewnością wielu z Was chciałoby poznać Panią Ewelinę, choć niekoniecznie podczas akcji ratunkowej, a w innych okolicznościach – jest to możliwe!

Każdy z Was może wybrać się z Zakopiankami na tatrzańskie szlaki. W ofercie zimowej można znaleźć górskie wycieczki zimowe z przewodnikiem, przemierzanie szlaków, które o tej porze roku nabierają szczególnego uroku, kursy turystyki zimowej, podczas których można nabrać umiejętności bezpiecznego poruszania się po górach zimą oraz posługiwania się sprzętem niezbędnym w czasie zimowych wypraw. Dla miłośników nart Zakopianki, czyli Pani Ewelina i Kasia Ślimak („najszybszy Ślimak na stoku”), również mają coś zachęcającego w swojej ofercie: ski touring i ski alpinizm, naukę jazdy na nartach pod okiem doświadczonych góralek, które od lat śmigają po stokach i chętnie zabiorą Was na górską wycieczkę na nartach.

Latem natomiast można wraz z Zakopiankami wybrać się zarówno na najwyższe szczyty tatrzańskie, jak i odbyć spacery po dolinach, a dla osób zainteresowanych większymi wyzwaniami godną uwagi propozycją będzie wspinaczka wysokogórska czy kursy wspinaczkowe dla osób początkujących.

To nie wszystkie propozycje, z których można skorzystać. Oferta kierowana jest do osób indywidualnych, ale również grup szkolnych i zorganizowanych, dlatego naszym zdaniem każdy znajdzie coś dla siebie, ponieważ cel i przebieg wycieczek dopasowywany jest do indywidualnych potrzeb i możliwości. Można liczyć też na pomoc w doborze i wypożyczeniu niezbędnego sprzętu.

Po więcej informacji zapraszamy na Zakopianki.pl i trzymamy kciuki za Waszą górską przygodę z kobietami, którym można pozazdrościć zawzięcia i charyzmy w sprawach tatrzańskich i nie tylko.

Reklamy

Stare Podhale

Zwykły wpis

Dziś folkologicznie, nie do końca logicznie, bo bardzo emocjonalnie i z dozą rozgoryczenia.
Co ludzie mówią o górach, o sercu Podhala? Ano, że oscypki nie mają nic wspólnego z owcą, że po głównym deptaku miasta paraduje w różowych portkach, brudny po szyję Hello Kitty ramię w ramię ze Shrekiem o oddechu wskazującym na wczorajszą dobrą zabawę. Że drogo, że niemiło, że tłoczno i duszno. I gdzie te Tatry?
Kąt widzenia turystów często nie z ich własnej winy nie sięga dalej niż Krupówki, Gubałówka, Kasprowy, Morskie Oko i podobne miejsca sponiewierane komercją. Bo kto ma uczyć spragnionych nowych doświadczeń, odpoczynku i duchowych doznań tego, gdzie zaspokoją wymagania? Takich osób i miejsc, które pomogą w tym aspekcie jest niewiele i niełatwo je znaleźć. Dlatego postanowiłam ruszyć z cyklem „Stare Podhale”, bo choć ten frazes wywołuje skojarzenia drewnianych chałup i nieciekawych czarno-białych fotografii z historią, to obiecuję zdmuchnąć ten kurz stereotypów i zaprosić Was nie jeden raz pod swój dach, oraz dachy innych, do których będziecie chcieli wracać nie tylko na herbatę, lecz na całonocne opowieści tworzące duszę i klimat małopolskiej doliny.

Bądźcie ze mną, bo stawiam sobie poprzeczkę tam, gdzie po drugiej stronie Zakopane nie będzie już takie samo.

Nie do końca recenzja, czyli „Zakopane odkopane” moim okiem

Zwykły wpis

Wracam z centrum miasta, zatłoczony katowicki autobus daje się we znaki ściskiem, dzięki któremu nie muszę nawet trzymac się uchwytu, bo nie jestem w stanie się przewrócic. Czuję, że w kurtce wibruje mój niedotykowy dorobek, więc z niedającej mi życ ciekawości dopuszczam się niebywale trudnego w tych warunkach zadania – odebrania sms’a.

Odnoszę sukces praktycznie przed samym otwarciem się drzwi na końcowym dla mojej podróży przystanku, klikam „oczytaj” i nie wiem czy przez powietrze którego nareszcie udało mi się dostąpic, czy przez intrygujące „znalazłam książkę o nas!”, robie się weselsza i lżejsza o kilka -przynajmniej w moim przypadku zbędnych – kilogramów.

Moja górska przyjaciółka poinformowała mnie w tamtym momencie o tym, że ktoś podobno napisał książkę o nas i mimo iż wtedy nie wiedziałam jeszcze o co chodzi, uwierzyłam, że to będzie dobry weekend. Nie myliłam się.

Nie myliła się też Jagoda, bo historia, którą serwują czytelnikom autorki „lekko gorszącej opowieści góralsko – ceperskiej” ma swoje istotne źródło w ich życiu prywatnym, czego dowodzi spisana na kartach książki przyjaźń dziennikarek, losy dwóch kobiet, które poznają się pod Tatrami, zakochują się w tym miejscu i stają się sobie bliskie. Czyli zupełnie jak my – dowiedziałyśmy się co nam w sercach zalega na tle krajobrazu gór, tam też zjednałyśmy się poczuciem humoru, poglądami, a przede wszystkim marzeniami. Jedna z nas – zupełnie jak w książce – jest ceperką, druga zaś -góralką i mimo, iż nie mamy córek, które trzeba odprowadzac wspólnie do przedszkola, to tę książkę czytałyśmy jednym tchem, z ogromnym niedowierzaniem, że oto naszą historię kiedyś już ktoś wyprzedził.

Gdy książka działających tym razem w tandemie Pauliny Młynarskiej i Beaty Sabały-Zielińskiej w końcu trafiła w moje ręce wieczór zwolnił. Po długiej kontemplacji nad okładką, oraz gdy już oswoiłam się z wagą i teksturą papieru, zaczęłam pochłaniac słowa wrzucone w to wydanie jakby wyłącznie dla mnie. Telefon nie stygł od moich ciągłych zachwytów sygnalizowanych Jagodzie, która była wtedy niejako sprawczynią tego ambarasu.

I owszem, książka, mimo iż po czasie mam do niej kilka uwag, stała się niejako biblią naszej przyjaźni. Jagna – nazywana tak przeze mnie przez naszego wtedy już wspólnego podhalańskiego bzika- dowiedziała się w jednej chwili z tych prawie trzystu stron tego, o czym opowiadałabym jej przez najbliższy rok i zakochała się w Tatrach jeszcze mocniej. Natomiast ja urozmaiciłam w istotne, czasem brakujące do pełnego rozumienia elementy opowieści moich góralskich towarzyszy, którzy przez lata mojego dzieciństwa budowali mi wrażliwośc i osobowośc z zakopiańskich prawd i ciekawostek.

Przypomniałam sobie jak pierwszy raz wdrapałam się do bacówki, a Tato kazał mi spróbowac „zyntycy”, a nie „żyntycy” (choc nie wiem która wersja jest właściwą). Wróciło też do mnie uczucie, które towarzyszy wszelkim spotkaniom z miejscami będącymi tak zwaną „kolebką historii regionu”. Wróciły do mnie smaki i zapachy, wróciły rozczarowania i tęsknoty. Jednym słowem – wszystko.

Ten tekst nie znajduje się tu po to, bym dzieliła się z Wami swoimi wspomnieniami, doświadczeniami, czy góralską duszą, której jestem nosicielką, lecz w tym celu byście udali się do sklepów, czy bibliotek i przyjęli na kilka chwil do swoich domów i dłoni ten niebywale radujący człowieka sygnał, że możemy wiedziec więcej o folklorze w kapeluszach z piórkiem, czy bez, o rycerzu śpiącym, bądź niezupełnie i o wielu innych, niekoniecznie zaskakujących i nowych dla nas faktach 🙂

Ze względu na to o czym opowiedziałam, oraz na to co przemilczałam – szczerze polecam tę publikację, nie tylko ceprom, by zasmakowali od kulisów góralskości w każdym wymiarze, ale i góralom, aby nauczyli się rozmawiac, zeby zrozumieli, ze tematów, ktore nadal dogłębnie ich dotykają i bolą, da się dotykac kulturalnie i bez wojen poglądów.

pwalkoszzakopaneodkopane

Zakopianka, czyli kląć i płakać, czy dziękować?

Zwykły wpis

DSC_0284

Skoro mam Was zabrac w Tatry, to musimy tam najpierw zajechac.

Zielone światło, jedziemy.

Wybieramy stolicę? Oszukanych oscypków, ogromu komercji i bibelotów prosto z Chin, ale również stolicę tatrzańskiej myśli poetyckiej, najpiękniejszych panoram i aktywnego odpoczynku – Zakopane.

Wsiadamy do samochodów, pekaesów, na motory, czy łapiemy stopa, nieistotne, bo w rezultacie spotykamy się w tym samym miejsu – na Zakopiance. Mówi się, że ta droga, mimo iż powinna służyć do przemieszczania się pomiędzy Krakowem a Rabką Zdrój i odwrotnie, jest jedynie ciągnącym się przez stodwa kilometry parkingiem.

Co racja to racja, mimo iż owa droga nie należy do najszybszych, mimo iż nie pokonuje się jej płynnie i bezboleśnie, to przecież dzięki niej możemy niespiesznie wyciągnąc aparat i przez okno, czy szyberdach zrobic fantastyczne fotografie gór i podgórskich miasteczek z całkiem nienajgorszych miejsc widokowych, które zagościły na naszych tylnych, bądź jak kto woli, przednich siedzeniach.

DSC_2884 1 (1)DSC_2863

Narzekają Krakusi, bo przecież mają tak blisko, a jadą tak długo, Warszawiacy, bo jadą tak długo i jeszcze korki się nie zlitują, a ja na przekór mówię „dobrze!”. I nie bez pokrycia, bo przecież gdyby Zakopianka została zmodernizowana, to wraz z komfortem miejscowych i przyjezdnych, roztoczyła by się pod Tatrami jeszcze większa plaga turystów, a co gorsza, ktoś nietakwspaniałomyślnie wpadłby na pomysł, aby urządzic pod Giewontem jakieś mistrzostwa kraju, ewentualnie na skalę europejską. Kozice, świstaki, niedźwiedzie – nawet dla nich znalazłoby się miejsce na kursie perswadowania urlopowiczom mądrych zakupów, wsuwając w dłonie niepotrzebne, acz kosztowne pamiątki, które niekoniecznie będą cokolwiek pamiętały.

Czasami sobie myślę, że Zakopianka to nie droga, to przygoda.

Przemierzałam ją nie raz z przeładowanym górskim plecakiem, kumplami z namiotem pod pachą, swoim samochodem, czy też jako małolata pełna stresu, wsadzona do starego pseudobusa w Katowicach z zapewnioną wysiadką na zakichanym do dziś dworcu autobusowym pod samym Giewontem.

Po raz kolejny nieistotne czym, ani z kim, bo samo dotarcie na miejsce było już wyzwaniem, było nie tyle dojazdem co wyprawą, bo choc ze Śląska to średnio około trzech godzin, to przecież na każdym zakręcie może spotkac nas prawiegórska niespodzianka, o której opowiadac będziemy już zawsze, zawsze. Warto byc czujnym na to co oferuje nam podróż w góry, by nie przeoczyc świeżego soku pomarańczowego na stacji paliw w Myślenicach, historii życia przydróżnych mieszkańców zakopiańskiej trasy, czy pogody, choc w tych rejonach często deszczowej, którą można wykorzystac do urozmaicenia czasu spędzanego pod blaszanym dachem środka lokomocji, czekając w kolejce po miasto kwaśnicy i ludzi z niezamykanymi na klucz domami.

Dlatego i nie tylko dlatego, moje zakopiańskie odpoczynki zaczynam z momentem wyjścia z domu o wrzuconym w serce celu „na południe” i ruszam w dół mapy, jak to robię od czasów, kiedy jeszcze w zupełnej ciemności narzekałam na Zakopiankę prosto z brzucha Mamy.

Witacka

Zwykły wpis

Na wstępie o autorce nie napiszę więcej, niż to, że zdecydowanie płynie w niej góralska krew, że zapuszcza włosy by nosić warkocz, i że nigdy nie nauczy się śpiewać pieśni ludowych, bo oprócz sztandarowego pisku, nie wydobywa z siebie żadnej frazy zgodnej z melodią, a że nie gra na skrzypcach – co zagłuszyłoby fałsz – pozostaje jej pisać.

Wierzę, że ten blog nauczy mnie systematyczności i nie będzie wcale odskocznią od rzeczywistości, bo moja rzeczywistość też lubi oscypki i akcentuje na pierwszą sylabę. Zabiorę Was tam, gdzie pachnie drewnem, a o góralach i tatrzańskim światku będę pisała dobrze i źle.

Na końcu, życzę sobie, aby podróże moich opuszków po klawiaturze zaskakiwały bardziej niż to, że Paula z góralskim nazwiskiem postanowiła zalać skrawek internetu folklorem spod samiućkich Tatr.

Hej!