Monthly Archives: Maj 2014

Kawa pod tatrzańskim niebem

Zwykły wpis

Czy w Zakopanem da się odpocząć, zregenerować umysł i siły fizyczne nie zakładając górskich butów i nie wychodząc z plecakiem na szlak? Tak!

W dodatku nie trzeba nawet opuszczać ścisłego centrum miasta, ponieważ przysłowiowe dwa kroki od krupówkowego deptaka, możemy zachwycać się wspaniałą panoramą, wygrzewając się jednocześnie na leżakach niemal pod samym podhalańskim niebem. Gdzie? W miejscu, w którym doznamy wyjątkowych chwil dzięki rozkosznej kawie przygotowywanej z pasją.

P_20140420_160517 P_20140420_161503

Odkryłam to miejsce już dawno i jak to bywa w najlepszych historiach – zupełnie przez przypadek. : )

Cafe Tygodnik Podhalański – miejsce, gdzie w upalny dzień uśmiechnięta obsługa uraczy nas kawą mrożoną z lodami waniliowymi, lub kolorowym coctailem, a w deszczowe popołudnie dostaniemy na gorąco co tylko nam się zamarzy – sypaną herbatę, czekoladę z miętą, bądź innym syropem i wiele innych smaków zachwycających podniebienie.

Do dyspozycji gości są leżaki i koce, oraz stworzony specjalnie dla dzieci pokój z zabawkami. W dodatku we wnętrzu lokalu można podziwiać najciekawsze kadry reporterów Tygodnika Podhalańskiego.

IMG_20140420_174758 P_20140420_161511

 

Z tarasu ostatniego piętra domu handlowego Granit znajdującego się przy ulicy Kościuszki 3 rozpościera się widok na Tatry, który możemy stamtąd podziwiać odpoczywając w towarzystwie, bądź samotnie z ulubioną gazetą, czy otuleni kocem, oddając się na chwilę relaksacyjnym melodiom z kawiarnianych głośników.

a 10155599_718590874860005_6663277937698790395_n

 

 

Jeśli jeszcze tam nie byliście czas to zmienić, bo to jedno z tych miejsc, które trzeba umieścić w swoim planie odwiedzin tatrzańskiej stolicy. Nie ma tutaj tłumów, więc słychać własne myśli, a przy okazji stają się one jakby spokojniejsze i bardziej przejrzyste. To miejsce daje inspirację i dobry humor na każdy nowy dzień.

AD. Ostatnie zdjęcie pochodzi z fanpage CTP
Reklamy

Góralska układanka

Zwykły wpis

Ten wpis będzie jednym z  prywatnych, z tych które wrzuca się w kategorię „o mnie”, jeśli posiada się ją na swoim blogu. Ja takiej zakładki nie potrzebuję, bo to internetowe miejsce w całej swojej okazałości opowiada moją historię. Zbitą z drewnianych desek opowieść o tym co kiedyś się we mnie zaczęło i trwa.

CAM01329

Podobno nic nie jest na zawsze.

Ludzie robią sobie tatuaże z różnych przyczyn, gdy coś szalenie ważnego wydarzy się w ich życiu, gdy na ich drodze stanie właśnie TA wyjątkowa osoba, gdy przeżyją coś niepowtarzalnego, gdy pragną mieć na skórze symbol swoich marzeń, bądź po prostu z estetycznej potrzeby ozdobienia swojego ciała. Przyczyn jest ogrom i można by je wymieniać całymi dniami, przyglądając się indywidualnie każdej plamce tuszu wpuszczonej w czyjeś życie „na zawsze”.

No właśnie, na zawsze. Przez to krótkie słowo tak długo analizowałam swoją decyzję, zastanawiałam się co musiałoby się stać, żebym kiedyś zaczęła żałować tego co miałam zamiar zrobić. Dopiero gdy odpowiedziałam sobie na to pytanie, dopiero gdy dotarły do mnie te trzy litery postanowiłam działać. Nic.

Nic nie było i nie jest w stanie sprawić, żebym spojrzała na swoje lewe przedramię i pomyślała „cholera, jak się tego pozbyć?”

Parzenica.

Zanim zdradzę Wam jaki wzór wybrałam, musicie dowiedzieć się nieco o parzenicy. Parzenica, to charakterystyczny dla góralskiego zdobnictwa wzór, nieodłączny element ozdobny góralskiego stroju (mowa tu o męskich portkach!)

close_up_of_parzenice_161

Parzenica nie bez przyczyny widnieje od dawna na góralskich spodniach, początkowo stosowana była dla wzmocnienia materiału w miejscach szczególnie narażonych na wzmożone przecieranie. A teraz?

Aktualnie jest głównym charakterystycznym elementem nawet na damskich i nowoczesnych ubraniach.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ta fikuśna ozdoba spod Tatr została też wyróżniona poprzez umieszczenie jej w logotypie Krakowa zgłaszającego się do organizacji Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku.

K22_konsultacje_1

 Do dzieła.

Gdy już byłam pewna, że nie zrezygnuję, gdy przeglądnęłam już wszystkie poradniki, by dowiedzieć się co zrobić, by nie umrzeć z bólu podczas tatuowania – poprosiłam mojego uzdolnionego plastycznie znajomego, współpracującego ze studiem tatuażu w naszym mieście o projekt. Zrobił o co prosiłam i tym sposobem dostałam trzy rodzaje parzenic, gotowe by wybrać z nich jedną i rzucić ją na skórę.

parzenica 3 parzenica 1

 

Jednym z moich najważniejszych wymagań była prostota rysunku, ponieważ miał to być dla mnie symbol. Nie zależało mi na dużej, barwnej grafice, która rzucałaby się w oczy. Chodziło o niewielki fragment mojej góralskiej układanki, tym razem na własnym ciele. Gdy już wszystko było gotowe, wybrałam studio, umówiłam się na konsultacje i wyznaczyliśmy wspólnie z tatuażystą termin. Okazało się, że nie było tak źle.

 

Pht.2528IMG_20140328_161721

Góry zawsze były ze mną i przy mnie, nauczyły mnie wytrwałości i pokory, nauczyły mnie, że aby coś mieć – trzeba po to iść, nikt nam tego nie przyniesie, a tym bardziej samo nie przyjdzie. Chociaż nie jestem zatwardziałym piechurem, chociaż nie zdobyłam jeszcze najwyższego szczytu w Tatrach, to powtarzam każdemu kto pyta po co mi ta parzenica, że wyznacza mi cel, przypomina kluczowe momenty w życiu i jest swojego rodzaju ukłonem dla mojego góralskiego Ojca, który dał mi pochodzenie, rozkochał w Podhalu i dał wiarę w to, że mogę tam kiedyś wrócić na zawsze.

 

Tak samo jak w Tatrach, zakochałam się w kilku ciemnych zawijasach na swojej lewej ręce, zupełnie od serca.