Tag Archives: Zakopane

Powroty na szlak

Zwykły wpis

Cześć,

dajmy sobie po razie i zacznijmy od nowa!

Ile razy można wracać?

Dwatysiącepiętnasty zaczął się dla mnie jak każdy, ze względu na osobiste porachunki ze styczniem. Ten miesiąc co roku wywołuje u mnie dreszcze, przywołuje wspomnienia zimniejsze niż sople zwisające głowami w dół z przyozdobionych puchowymi czapami budynków. Dwatysiącepiętnasty zaczął się dla mnie jak liceum – nowi ludzie, kilka przerw, jakiś sprawdzian i bach matura. Tym razem to samo. Dopiero co odetchnęłam z ulgą, że zaczyna się luty, a tu już majówka, co oznacza, że niedługo półmetek. Kilkadziesiąt dni dzieli mnie od zaczkończenia pierwszej połowy roku Witkiewiczów, a ja od listopada nie byłam u siebie. Ciekawe czy mogę jeszcze wrócić w Tatry? Ciekawe czy umiem znowu wrócić do pisania?

Fioletowe dywany z dołu mapy

Pomyślałam, że nie ma na co czekać, że krok naprzód zrobię tylko po oscypku i zaczepkach halnego. Cóż, tankuje do pełna bak, walizkę i może kumpel Giewont zalśni zbroją tak, że oślepi moje oczy, a natchnie pióro. Nie tym razem. Niestety z ratunkiem może przyjść do mnie tylko rodzicielka kładąc przy łóżku oszukane „góralskie” ciasteczka i herbate, zupełnie bez prądu. Moje miejsce w kolejce do Zakopanego zajmują bowiem roztrąbieni wśród świerków przy Zakopiance, amatorzy Doliny Chochołowskiej wiosenną porą. Przecież urodzaj krokusów co roku zwabia niewinnych deptaczy tego fioletowego dzwoneczka pod ochroną w tatrzańskie progi. Skutecznie odciągając mnie stamtąd.

Zaczekam

Chociaż moja ukochana, leżąca u stóp cudownych szczytów kraina rzadko bywa opustoszała, to wolę przeboleć w mieście murów i czerwonej cegły jeszcze kilka dni, by nie przepychać się przez tłumy turystów, by zajrzeć Tatrom w oczy. Posiedzę jeszcze chwilę w dolinach i spróbuję nakręcić się jak kukułkę, trzy obroty w prawo, kilka zdjęć, zakurzone podhalańskie książki, obrót w lewo, przypomną się zapachy i skały pod grubą podeszwą.

Zakukam jak o dwunastej poczuje ciarki na plecach, że to już moment, w którym zaczęły pulsować góralskie krwinki.

Reklamy

Kawa pod tatrzańskim niebem

Zwykły wpis

Czy w Zakopanem da się odpocząć, zregenerować umysł i siły fizyczne nie zakładając górskich butów i nie wychodząc z plecakiem na szlak? Tak!

W dodatku nie trzeba nawet opuszczać ścisłego centrum miasta, ponieważ przysłowiowe dwa kroki od krupówkowego deptaka, możemy zachwycać się wspaniałą panoramą, wygrzewając się jednocześnie na leżakach niemal pod samym podhalańskim niebem. Gdzie? W miejscu, w którym doznamy wyjątkowych chwil dzięki rozkosznej kawie przygotowywanej z pasją.

P_20140420_160517 P_20140420_161503

Odkryłam to miejsce już dawno i jak to bywa w najlepszych historiach – zupełnie przez przypadek. : )

Cafe Tygodnik Podhalański – miejsce, gdzie w upalny dzień uśmiechnięta obsługa uraczy nas kawą mrożoną z lodami waniliowymi, lub kolorowym coctailem, a w deszczowe popołudnie dostaniemy na gorąco co tylko nam się zamarzy – sypaną herbatę, czekoladę z miętą, bądź innym syropem i wiele innych smaków zachwycających podniebienie.

Do dyspozycji gości są leżaki i koce, oraz stworzony specjalnie dla dzieci pokój z zabawkami. W dodatku we wnętrzu lokalu można podziwiać najciekawsze kadry reporterów Tygodnika Podhalańskiego.

IMG_20140420_174758 P_20140420_161511

 

Z tarasu ostatniego piętra domu handlowego Granit znajdującego się przy ulicy Kościuszki 3 rozpościera się widok na Tatry, który możemy stamtąd podziwiać odpoczywając w towarzystwie, bądź samotnie z ulubioną gazetą, czy otuleni kocem, oddając się na chwilę relaksacyjnym melodiom z kawiarnianych głośników.

a 10155599_718590874860005_6663277937698790395_n

 

 

Jeśli jeszcze tam nie byliście czas to zmienić, bo to jedno z tych miejsc, które trzeba umieścić w swoim planie odwiedzin tatrzańskiej stolicy. Nie ma tutaj tłumów, więc słychać własne myśli, a przy okazji stają się one jakby spokojniejsze i bardziej przejrzyste. To miejsce daje inspirację i dobry humor na każdy nowy dzień.

AD. Ostatnie zdjęcie pochodzi z fanpage CTP

Zako_Twory – coś nowego pod Giewontem

Zwykły wpis

Coraz więcej dzieje się pod Giewontem. Co tym razem?

Tygodnik Podhalański pisze o nowym działaniu w stolicy Tatr – ZAKO_TWORY.

Co to za wydarzenie, czego możemy się spodziewać i po co takie zamieszanie?

10349020_633530493383752_2710364426385357485_n

„Bywając wielokrotnie na targach designu w Krakowie i Warszawie, zapragnęłyśmy zorganizować taką akcję w naszym rodzinnym mieście. I tak nasze zimowe rozmowy zaowocowały Zako_Tworami.

Chcemy promować młodych polskich twórców, a także zaprezentować pracę rodzimych artystów.

Mamy nadzieję, że nasza inicjatywa stanie się cykliczną imprezą – jedyną taką pod Giewontem.”  – piszą na fanpage’u Basia Majcher, Blanka Gluzińska i moja imienniczka Paula Rzankowska, trzy góralki, pomysłodawczynie całej inicjatywy.

10155176_602823023121166_1678450363_n

 Zako_Twory będą jednorazowym wydarzeniem w Zakopanem, czy może przerodzą się w cykl wyczekiwany i odwiedzany przez fanów folkloru co roku?

Myślę, że zadecydują o tym przede wszystkim ludzie, którzy odwiedzą targi dizajnu na Krupówkach. Na miejscu będzie można podziwiać całą masę inspirowanych folklorem dzieł i nie tylko, bo znajdą się tam prace prawie trzydziestu artystów tworzących w dziedzinie grafiki, biżuterii, mody itd. Czyli  od ubrań, poprzez zabawki, ozdoby, aż po rękodzieła z drewna, meble i wiele wiele innych.

Zobaczcie namiastkę tego, co będzie można oglądać podczas tegorocznej, dziewiczej edycji przedsięwzięcia.

10389675_633217086748426_5420925593396619714_n  1982256_614923085244493_7001039156841715524_n

10262172_615457691857699_4559079861606420609_n

10298795_627884713948330_3255599539482786207_n

10325794_628335283903273_8759200770964186518_n

10341770_627885227281612_261767361387393364_n

10344808_629449187125216_3089478481553934463_n

Ideą Zako_Tworów jest  stworzenie przestrzeni dla młodych twórców i zaprezentowanie ich dorobku. Stąd całe zamieszanie – chęć promocji i wsparcia młodych, zdolnych ludzi, a przy okazji wspaniała okazja, by pokazać kulturę i pomysłowość spod samych Tatr.
Jeśli chodzi o promowanie owego wydarzenia, to dziewczyny otworzyły fanpage na facebooku, gdzie wstawiają systematycznie zalążki tego co będzie się działo już 31 maja w Zakopanem.
Odbył się również konkurs, w którym sama brałam udział i udało mi się wygrać uroczą torbę z logo. Gdy tylko trafi w moje ręce – obiecuję wrzucić zdjęcie na bloga.
10155946_619639478106187_1980104772341832589_n
Trzymam kciuki za same organizatorki i za powodzenie targów, których jeszcze na Podhalu nie było, oby to było wydarzenie o którym jeszcze długo będzie głośno. 🙂
69590_602822859787849_1527425139_n
(Wszystkie zdjęcia umieszczone w tym wpisie pochodzą ze strony https://www.facebook.com/zakotwory )

Kawa w Chochołowskiej

Zwykły wpis

Podhale ma to do siebie, że zachwyca nie tylko majestatem szczytów – pośród wielu jest tam jeszcze miejsce, takie jak Polana Chochołowska.

DSC_1851

Wydawać by się mogło, że należy podziwiać tam panoramę, mrożące dłonie potoki i drewniane chaty o bacowskim klimacie – nic bardziej mylnego.

 

Gdy wiosna daje o sobie znać w kalendarzu, Chochołowską zalewa ocean krokusów. Oaza fioletowych rodzin pod stopami Tatr często zwycięża nawet nie tak lekką pierzynę pozostałości po zimie.

 

Krokusami kieruje obietnica corocznej obecności, natomiast co kieruje turystami uzbrojonymi po zęby w fotograficzny sprzęt? Czyżby pragnienie zatrzymania liliowej magii na dłużej niż kilka tygodni w swoich domach, myślach, kliszach?

 

DSC_1864 DSC_1862DSC_1861 DSC_1844 DSC_1884

 

Ja również, ( mimo iż nie po raz pierwszy) wybrałam się z aparatem do dzielnicy fioletowych kwiatów, by sprawdzić czy słusznie nadal warto.

 

Cisza na Zakopiance wpędziła mnie w lekki niepokój „czy to aby na pewno możliwe, żeby w sobotę, pod koniec marca ta droga nie zwiastowała rzeszy krokusowych fotoreporterów?”.

 

Wszelkie obawy zostały rozwiane w Poroninie, który powolnym tempem minęliśmy, by przywitać Tatry.

 

Po tym jak uśmiechem pozdrowiłam góry, w towarzystwie Krzyśka, niedoszłego studenta łódzkiej filmówki, a jednocześnie świetnego fotografa i dobrego kumpla, ruszyłam w stronę Polany Chochołowskiej.

Przy wejściu do Tatrzańskiego Parku Narodowego, zanim dane nam było dostrzec choć jednego krokusa, musieliśmy zmierzyć się z przygnębiającą pamiątką po ostatnim halnym.

 

Drzewa rozrzucone jak zapałki wprawiały w przerażenie i nie zapowiadały tego, czym mogliśmy się cieszyć po godzinie wędrówki w stronę Doliny Chochołowskiej.

 

Kilka minut przed Polaną zboczyliśmy z trasy, którą przetaczały się hordy turystów, i zatrzymaliśmy się na niewielkim wzniesieniu niemal w całości spowitym fioletowymi symbolami wiosny. Mogliśmy wreszcie rozłożyć sprzęt i zrealizować cel naszej jednodniowej podróży z Katowic.

 

Krzysiek, oprócz tego, że prowadzi codzienną audycję 8gatek (facebook.com/8gatek ), postanowił stworzyć cykl filmów 8kawek, których każdy odcinek nagrywany jest w innym miejscu w Polsce, a w nich możemy nauczyć się robić różne rodzaje kawy. Tym razem padło na latte macchiato wśród podhalańskich krokusów.

 

Kawa w takim miejscu smakuje zupełnie inaczej, czas też nie płynie standardowym tempem. Wszystko zwalnia, jesteś Ty, dużo słońca i wspaniała kawa ukoronowana spienionym mlekiem. Uważam, że w drodze do schroniska na sławnej Chochołowskiej nie mogła mi się trafić lepsza przygoda niż ta z chwilą rozkoszowania się kawą wśród fioletowych widoków.

 

DSC_1817 DSC_1840

 

To niesamowite, że od nasączonej deszczem ziemi przemakają Ci kolana, łokcie, buty, a Ty przestajesz molestować spust migawki nie ze względu na dyskomfort, ale wtedy, gdy chcesz znów na chwilę zaczerpnąć powietrza oczyszczonego z trudów codzienności.

 

Krokusy to nie kwiaty, są uprzedmiotowieniem ulgi. Nie zarumienią się nawet, gdy opowiesz im frasobliwą historię swojego życia. W fiolecie swoich głów zostaną powiernikami czego tylko zechcesz, z czymkolwiek do nich przyjeżdżasz.

 

DSC_1810

 

Nie chodzi o to, by ufać, że te kwiaty mogą zmienić jakiś sens, czy zaplanowany dawno scenariusz. Sęk w tym, żeby nauczyć się chwalić chwile, brać je pełnymi płucami. Nie odwzorowywać bez refleksji wystrojonej polany, lecz zaprzyjaźnić się z tym, co oferuje nam ta górska dolina – oderwanie się od codzienności, niewytłumaczalną moc naprawczą, regeneracyjną, czy przysięgę przechowania trudnych decyzji na odpowiedni czas, gdy nabierzemy odwagi.

 

Więc czy warto wyjść na spotkanie z krokusami? Odpowiadasz sobie.

Stare Podhale

Zwykły wpis

Dziś folkologicznie, nie do końca logicznie, bo bardzo emocjonalnie i z dozą rozgoryczenia.
Co ludzie mówią o górach, o sercu Podhala? Ano, że oscypki nie mają nic wspólnego z owcą, że po głównym deptaku miasta paraduje w różowych portkach, brudny po szyję Hello Kitty ramię w ramię ze Shrekiem o oddechu wskazującym na wczorajszą dobrą zabawę. Że drogo, że niemiło, że tłoczno i duszno. I gdzie te Tatry?
Kąt widzenia turystów często nie z ich własnej winy nie sięga dalej niż Krupówki, Gubałówka, Kasprowy, Morskie Oko i podobne miejsca sponiewierane komercją. Bo kto ma uczyć spragnionych nowych doświadczeń, odpoczynku i duchowych doznań tego, gdzie zaspokoją wymagania? Takich osób i miejsc, które pomogą w tym aspekcie jest niewiele i niełatwo je znaleźć. Dlatego postanowiłam ruszyć z cyklem „Stare Podhale”, bo choć ten frazes wywołuje skojarzenia drewnianych chałup i nieciekawych czarno-białych fotografii z historią, to obiecuję zdmuchnąć ten kurz stereotypów i zaprosić Was nie jeden raz pod swój dach, oraz dachy innych, do których będziecie chcieli wracać nie tylko na herbatę, lecz na całonocne opowieści tworzące duszę i klimat małopolskiej doliny.

Bądźcie ze mną, bo stawiam sobie poprzeczkę tam, gdzie po drugiej stronie Zakopane nie będzie już takie samo.

Nie do końca recenzja, czyli „Zakopane odkopane” moim okiem

Zwykły wpis

Wracam z centrum miasta, zatłoczony katowicki autobus daje się we znaki ściskiem, dzięki któremu nie muszę nawet trzymac się uchwytu, bo nie jestem w stanie się przewrócic. Czuję, że w kurtce wibruje mój niedotykowy dorobek, więc z niedającej mi życ ciekawości dopuszczam się niebywale trudnego w tych warunkach zadania – odebrania sms’a.

Odnoszę sukces praktycznie przed samym otwarciem się drzwi na końcowym dla mojej podróży przystanku, klikam „oczytaj” i nie wiem czy przez powietrze którego nareszcie udało mi się dostąpic, czy przez intrygujące „znalazłam książkę o nas!”, robie się weselsza i lżejsza o kilka -przynajmniej w moim przypadku zbędnych – kilogramów.

Moja górska przyjaciółka poinformowała mnie w tamtym momencie o tym, że ktoś podobno napisał książkę o nas i mimo iż wtedy nie wiedziałam jeszcze o co chodzi, uwierzyłam, że to będzie dobry weekend. Nie myliłam się.

Nie myliła się też Jagoda, bo historia, którą serwują czytelnikom autorki „lekko gorszącej opowieści góralsko – ceperskiej” ma swoje istotne źródło w ich życiu prywatnym, czego dowodzi spisana na kartach książki przyjaźń dziennikarek, losy dwóch kobiet, które poznają się pod Tatrami, zakochują się w tym miejscu i stają się sobie bliskie. Czyli zupełnie jak my – dowiedziałyśmy się co nam w sercach zalega na tle krajobrazu gór, tam też zjednałyśmy się poczuciem humoru, poglądami, a przede wszystkim marzeniami. Jedna z nas – zupełnie jak w książce – jest ceperką, druga zaś -góralką i mimo, iż nie mamy córek, które trzeba odprowadzac wspólnie do przedszkola, to tę książkę czytałyśmy jednym tchem, z ogromnym niedowierzaniem, że oto naszą historię kiedyś już ktoś wyprzedził.

Gdy książka działających tym razem w tandemie Pauliny Młynarskiej i Beaty Sabały-Zielińskiej w końcu trafiła w moje ręce wieczór zwolnił. Po długiej kontemplacji nad okładką, oraz gdy już oswoiłam się z wagą i teksturą papieru, zaczęłam pochłaniac słowa wrzucone w to wydanie jakby wyłącznie dla mnie. Telefon nie stygł od moich ciągłych zachwytów sygnalizowanych Jagodzie, która była wtedy niejako sprawczynią tego ambarasu.

I owszem, książka, mimo iż po czasie mam do niej kilka uwag, stała się niejako biblią naszej przyjaźni. Jagna – nazywana tak przeze mnie przez naszego wtedy już wspólnego podhalańskiego bzika- dowiedziała się w jednej chwili z tych prawie trzystu stron tego, o czym opowiadałabym jej przez najbliższy rok i zakochała się w Tatrach jeszcze mocniej. Natomiast ja urozmaiciłam w istotne, czasem brakujące do pełnego rozumienia elementy opowieści moich góralskich towarzyszy, którzy przez lata mojego dzieciństwa budowali mi wrażliwośc i osobowośc z zakopiańskich prawd i ciekawostek.

Przypomniałam sobie jak pierwszy raz wdrapałam się do bacówki, a Tato kazał mi spróbowac „zyntycy”, a nie „żyntycy” (choc nie wiem która wersja jest właściwą). Wróciło też do mnie uczucie, które towarzyszy wszelkim spotkaniom z miejscami będącymi tak zwaną „kolebką historii regionu”. Wróciły do mnie smaki i zapachy, wróciły rozczarowania i tęsknoty. Jednym słowem – wszystko.

Ten tekst nie znajduje się tu po to, bym dzieliła się z Wami swoimi wspomnieniami, doświadczeniami, czy góralską duszą, której jestem nosicielką, lecz w tym celu byście udali się do sklepów, czy bibliotek i przyjęli na kilka chwil do swoich domów i dłoni ten niebywale radujący człowieka sygnał, że możemy wiedziec więcej o folklorze w kapeluszach z piórkiem, czy bez, o rycerzu śpiącym, bądź niezupełnie i o wielu innych, niekoniecznie zaskakujących i nowych dla nas faktach 🙂

Ze względu na to o czym opowiedziałam, oraz na to co przemilczałam – szczerze polecam tę publikację, nie tylko ceprom, by zasmakowali od kulisów góralskości w każdym wymiarze, ale i góralom, aby nauczyli się rozmawiac, zeby zrozumieli, ze tematów, ktore nadal dogłębnie ich dotykają i bolą, da się dotykac kulturalnie i bez wojen poglądów.

pwalkoszzakopaneodkopane